Treści pod AI: co zmieniłem i jakie zapytania się pojawiły

O optymalizacji treści pod modele językowe napisano już sporo i większość tych tekstów wygląda tak samo: lista dobrych praktyk, żadnych liczb, na końcu zachęta do kontaktu. Ten będzie inny, bo mam pod ręką jedyny materiał, którego nie muszę z nikim uzgadniać: własną stronę i własne dane z Search Console.

Poniżej co konkretnie zmieniłem, jakie zapytania pojawiły się potem, i czego to nie załatwiło. Ostatnia część jest najważniejsza.

Jak wygląda ślad po wyszukiwaniu w trybie rozmowy

Zacznijmy od tego, co widać w raporcie, bo to zmienia sposób patrzenia na całą sprawę.

Przez lata zapytania w Search Console wyglądały jak zapytania: dwa, trzy słowa, czasem cztery. Od pewnego momentu w raporcie tej strony zaczęły pojawiać się całe zdania:

  • „kto pomoże mi pojawiać się w odpowiedziach chatgpt na pytania klientów?"
  • „chcę, żeby moja firma była wymieniana przez chatgpt jako jedna z najlepszych w branży. jaką agencję wybrać?"
  • „jak sprawić żeby ai cytowało moją stronę?"
  • „jakie agencje pomagają wyświetlać się w chatgpt?"

Nikt tak nie pisze w okienku wyszukiwarki. Tak się pyta, kiedy po drugiej stronie jest coś, co odpowiada zdaniami. To jest ślad po wyszukiwaniu prowadzonym w trybie rozmowy.

Pozycje na te zapytania: od 1,0 do 5,6. Czyli strona jest wśród źródeł, z których model składa odpowiedź.

Co zrobiłem, żeby się tam znaleźć

Cztery rzeczy, w kolejności od tej, która miała największe znaczenie.

Akapit, który da się wyjąć z kontekstu. To jest różnica między pisaniem pod wyszukiwarkę a pisaniem pod model. W tekście dla człowieka wolno napisać „ta metoda ma trzy wady" i wyliczyć je niżej. Model, który wyjmie ten akapit, dostanie zdanie o niczym. Piszę więc tak, żeby każdy akapit zawierał całą myśl razem z podmiotem: nie „to kosztuje około tysiąca złotych", tylko „konfiguracja profilu w wizytówce Google kosztuje około tysiąca złotych".

Brzmi jak drobiazg stylistyczny. W praktyce zmienia to, czy Twój tekst nadaje się na cytat, czy tylko na źródło do zignorowania.

Pytania w treści widocznej, nie tylko w danych strukturalnych. Oznaczenie sekcji pytań i odpowiedzi w kodzie pomaga wyszukiwarce, ale samo w sobie nie wystarcza. Google wymaga zgodności oznaczenia z treścią widoczną co do słowa, a modele i tak czytają to, co jest na stronie. Kiedy sprawdziłem to u siebie, znalazłem czterdzieści osiem miejsc, w których pytanie w kodzie brzmiało inaczej niż nagłówek na stronie, bo w kodzie pisałem wersje pełniejsze. Teraz oznaczenia powstają z treści widocznej, a nie obok niej.

Nazwa firmy wpleciona w treść odpowiedzi. Modele pomijają bloki, które wyglądają na powtarzalny element strony: stopkę, pasek kontaktowy, sekcję „o nas". Jeśli nazwa firmy występuje wyłącznie tam, model ma z czego złożyć odpowiedź, ale nie ma czym jej podpisać. Wystarczy, że pada raz w zdaniu merytorycznym, w naturalnym miejscu.

Dostępność dla botów, świadomie. W pliku sterującym robotami wymieniłem boty modeli z nazwy i je dopuściłem. To decyzja, nie technika: skoro na tej samej stronie doradzam wpuszczanie botów, blokada u siebie byłaby niespójna. Osobno warto sprawdzić obecność w indeksie Binga, bo część narzędzi konwersacyjnych opiera na nim wyszukiwanie w sieci.

Czego to nie załatwiło

Tu jest część, którą pomija większość tekstów o tym temacie, a bez niej obraz jest fałszywy.

Wszystkie te zapytania mają zero kliknięć. Dosłownie zero, przy pozycjach od pierwszej do ósmej i kilkudziesięciu wyświetleniach.

To nie jest awaria ani błąd w pomiarze. To natura kanału: w trybie rozmowy odpowiedź pojawia się na miejscu i nikt nie musi nigdzie wchodzić. Wyświetlenie jest prawdziwe, kliknięcia nie ma i nie będzie.

Wniosek jest niewygodny dla każdego, kto sprzedaje tę usługę obietnicą wzrostu ruchu: wskaźnikiem nie może być liczba wejść. Musi nim być to, czy model wymienia Twoją firmę z nazwy, kiedy ktoś zada pytanie z Twojej branży. To się sprawdza ręcznie, zadając modelom pytania i notując odpowiedzi, a nie w raporcie z wykresem.

Druga rzecz, której to nie załatwia: cytowanie nie zastąpi oferty. Jeśli model wskaże Twoją firmę, a odwiedzający trafi na tekst, który wyjaśnia zagadnienie i nie mówi, co dokładnie robisz i ile to kosztuje, kontakt się nie wydarzy. U siebie miałem dokładnie ten problem: cały ruch z zapytań o widoczność w modelach trafiał na wpis blogowy, a nie na stronę z zakresem usługi i ceną.

Plik llms.txt: sygnał, nie mechanizm

Skoro o tym mowa. Plik opisujący serwis dla modeli bywa przedstawiany jako coś w rodzaju mapy witryny dla sztucznej inteligencji. Żaden dostawca modeli nie zobowiązał się, że go czyta.

Ma sens pod jednym warunkiem: musi powstawać z treści podstron, a nie być osobnym dokumentem pisanym ręcznie. Miałem gotowy taki plik, napisany oddzielnie. Po kilku dniach mówił o firmie z innego miasta niż to w wizytówce, obiecywał terminy zdjęte ze stron usługowych i podawał liczby, których nigdzie nie dało się potwierdzić. Wyrzuciłem i zastąpiłem plikiem generowanym z serwisu, ze zdaniami niewyprowadzalnymi z podstron zamkniętymi w jednym miejscu i ograniczonymi do faktów sprawdzalnych.

Dokument, który rozjeżdża się ze stroną, jest gorszy niż jego brak. Zwłaszcza dokument napisany po to, żeby czytały go maszyny.

Kiedy nie warto się tym zajmować

Trzy sytuacje, w których odradzam i mówię to przed wyceną.

Sprzedajesz coś, czego się nie wyszukuje pytaniami. Jeśli Twoi klienci trafiają z polecenia albo z przetargu, żaden model tego nie zmieni. Pieniądze lepiej wydać na to, żeby oferta była zrozumiała, gdy ktoś już przyjdzie.

Strona nie ma treści, z której da się cokolwiek zacytować. Trzy podstrony po dwieście słów nie staną się źródłem, choćbyś oznaczył je najlepszymi danymi strukturalnymi. Najpierw musi być co czytać.

Oczekujesz gwarancji, że model wymieni Twoją firmę. Takiej gwarancji nie da nikt. Odpowiedzi modelu nie są listą wyników posortowaną według reguł, które ktoś spoza dostawcy zna. Da się zwiększyć szansę i da się to sprawdzać. Obiecywać wyniku nie da się uczciwie.

Co sprawdzić u siebie w kwadrans

Trzy rzeczy, każda bez żadnego narzędzia poza przeglądarką.

Otwórz Search Console i posortuj zapytania po długości. Jeśli pojawiają się pełne zdania i pytania, jesteś już w tym obiegu i warto zobaczyć, na którą stronę trafiają.

Weź jeden akapit ze środka swojej podstrony i przeczytaj go tak, jakby ktoś wyrwał go z kontekstu. Wiadomo z niego, o kim mowa i czego dotyczy? Jeśli nie, poprawa tego jednego nawyku daje więcej niż cała reszta z tej listy.

Zapytaj model o swoją branżę tak, jak zapytałby klient, i zobacz, czy padają jakiekolwiek konkretne firmy, czy same ogólniki. To jest Twój punkt odniesienia na start, do którego wrócisz za trzy miesiące.

Mechanizm samego cytowania i to, co na nie wpływa po stronie technicznej, opisałem osobno we wpisie o tym, jak pojawić się w odpowiedziach AI. Ten tekst jest o czymś węższym: jak pisać, żeby było co cytować.

Najczęstsze pytania

Pod wyszukiwarkę piszesz tak, żeby ktoś kliknął w wynik. Pod model piszesz tak, żeby dało się z Twojego tekstu wyjąć gotową odpowiedź razem ze źródłem. To przesuwa akcent z nagłówków zachęcających do kliknięcia na akapity, które są zrozumiałe wyrwane z kontekstu. Jeden akapit ma zawierać całą myśl, łącznie z tym, o kim mowa.
Nie wprost i to jest najsłabsze miejsce całego tematu. Pośrednio widać to w Search Console: zaczynają się pojawiać zapytania w formie pełnych zdań i pytań, zadanych naturalnym językiem, a nie dwoma słowami. To ślad po wyszukiwaniu w trybie rozmowy. Do tego można okresowo zadawać modelom pytania o swoją branżę i notować, czy firma pada.
Bo w trybie rozmowy odpowiedź pojawia się na miejscu, a odwiedzający nie musi nigdzie wchodzić. Wyświetlenie jest realne, kliknięcia nie ma i nie będzie. Wartością jest to, że model wymienia Twoją firmę z nazwy, a nie to, że ktoś przechodzi na stronę. Jeśli ktoś sprzedaje ten kanał obietnicą wzrostu ruchu, mija się z tym, jak on działa.
Żaden dostawca modeli nie zobowiązał się, że go czyta, więc traktuję go jako sygnał, a nie mechanizm. Sens ma wtedy, gdy powstaje z treści podstron, a nie jest osobnym dokumentem pisanym ręcznie. Ręcznie pisany zaczyna po kilku tygodniach mówić rzeczy, których na stronie nie ma, i to jest gorsze niż jego brak.
To decyzja, nie technika. Jeśli zależy Ci na cytowaniu, blokada jest sprzeczna z celem. Jeśli treść jest Twoim produktem i nie chcesz, żeby zasilała modele, blokuj i licz się z tym, że nie będziesz wymieniany. Ważne, żeby wybór był zgodny z tym, co piszesz na stronie.
Na tej stronie pierwsze zapytania w formie pełnych zdań pojawiły się w ciągu kilku tygodni od uporządkowania treści i technicznych podstaw. To jednak serwis o niedużym ruchu i pojedyncze wyświetlenia, więc nie traktowałbym tego jako reguły. Realnie mówimy o tygodniach do miesięcy, przy założeniu, że treść jest konkretna, a strona dostępna dla botów.

Sprawdzam, na jakie pytania Twoja strona ma szansę być odpowiedzią, co jej w tym przeszkadza i jak to zmierzyć. Wycena po analizie serwisu.

Porozmawiajmy